Straszna baba
Na oślisku garbatym, W siodle starym, łaciatym, Wędrowała po dróżkach Bardzo brzydka zła wróżka. Zaprzeczenie kobiety: Mięśnie jak u atlety, A policzki, jak ostem, Porosnięte zarostem. Obgryzała wciąż w męce Swe pazury zwierzęce; Nie myła swego ciała I co chwila spluwała. Same pypcie na cerze, Uszy jako talerze, Ząbki niby węgielki, Łysy łeb i brzuch wielki. Na dwór króla przybyła I tak strasznie zawyła: 'Ha! Rycerze! jam biedna! Jam zaklęta królewna! Kto mnie z was pocałuje, Ten mnie wraz odczaruje; Stanę z nim przed ołtarzem I koroną obdarzę!' Lek król z dworem niechętnie Patrzą z wstrętem i z lękiem; Tylko jeden z rycerzy Na ratunek jej bieży. I ja objął pokornie I całować jął dwornie; Lecz im dłużej całuje, Tym sie bardziej mdło czuje. Aż jak kwiatek skoszony Padł na ziemię zemdlony; Wróżka wzięła go za kark I zasmiała się: 'Haha!' Przytroczyła do siodła I ze soba uwiodła; Tak to bywa w miłości, Gdy kto kocha z litości.
Szymon Sokół
<szymon@uci.agh.edu.pl> , 12.04.2005